Ależ Kochanie. Ja wcale nie milczę. Może palcami i ustami, ale w głowie wciąż paplam do Ciebie. Mówię, szepcę, czasem głos podniosę, fuknę, mruknę, warknę nieprzyjemnie lub zaśmieję się dźwięcznie.
Do Ciebie.
I co z tego, że nie piszę, skoro łaskoczę Cię za uszami i męczę czkawką? Te palące policzki i dreszcz między łopatkami to nic więcej niż mój oddech między kolejnymi słowami.
Dlaczego nie piszę?
Och, mój drogi, to oczywiste przecież. Ja po prostu czekam, aż napiszesz Ty.
Nie, nie gniewam się. No może troszkę. Za co? Nie wiesz za co? Pff. Za nic, oczywiście, że za nic i nic się nie stało!
Domyśl się.
A teraz chodź. No chodź, pokażę Ci coś.
Patrz, patrz, Kochanie... Wcale nie milczałam.
Ta smutna piosenka, którą na youtubie to dla Ciebie, bo milczenie, moje wręcz bohaterskie milczenie powoduje, że mi tak... Tak jak w tej piosence.
I te zdjęcia przecież też dodałam dla Ciebie. Abyś wiedział, że jestem, że wszystko okej, bo robię takie normalne błahostki i że powstrzymuję się, aby nie napisać. Bo po co i o czym?
Oczywiście, że chcę, bo do Ciebie i o wszystkim.
I tutaj też, abyś wiedział, co robię, czego nie i w ogóle. Bo wiem, mam nadzieję, w szczypcie próżności liczę na to, że czytasz. Nie tylko dlatego, że lubisz moje słowa za ich kształt i smak, za emocje i obrazy, ale też, przede wszystkim dlatego, że są moje.
Czy Ty wiesz, że dla Ciebie?
Nie patrz tak na mnie! Tak, tak... Ech.
Chodź. Chodź do mnie, powiem Ci coś na uszko. Przecież nic Ci dziś nie mówiłam, a mam tyle do opowiedzenia. Do podzielenia. Do wymilczenia.